Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Z wolna polskie miasta zapełniają się cukierniami z prawdziwego zdarzenia, które serwują wyśmienite ciasta i propagują kulturę picia kawy. Wielkie kawowe ekspresy, które dysząc i sapiąc parzą wyśmienitą kawę, są wciąż w polskich cukierniach rzadkością, a ich restytucji przeszkadza głębokie zamiłowanie rodaków do przesączania kawowych fusów przez uzębienie. Miło jednak zauważyć, że rodzime cukiernie oferują coraz ciekawsze propozycje i mimo wszystko instalują u siebie owe wspaniałe machiny kawowe. Miło tym bardziej, że w Trójmieście zaczynają się pojawiać cukiernie bydgoskiego mistrza Sowy.
Torcikowo-pralinowy świat pana Sowy otworzył przede mną swoje podwoje całkiem nietypowo, bowiem w galerii handlowej wielkiego sklepu w Toruniu. Kierowałem się już do wyjścia, gdy zrazu w oko wpadł mi wielki lśniący ekspres do kawy umieszczony za kontuarem niewielkiej kawiarenki. Bez namysłu postanowiłem skorzystać z okazji. Do kawy domówiłem kawałek mocno czekoladowego torcika marokańskiego. Decyzja okazała się aż nazbyt trafna, bowiem zarówno kawa, jak i torcik były wyborne. Marokański torcik krył wilgotne wnętrze pełne aromatu czekolady z nutą pomarańczowego likieru cointreau.
Nagła fascynacja aromatycznym torcikiem marokańskim doprowadziła mnie do zaskakującego odkrycia, że cukiernie pana Sowy stanowią dość sporą regionalną sieć, a swój początek wzięły od założonej po II Wojnie piekarni w Bydgoszczy. Ku pocieszeniu trójmiejskich podniebień, wysłannicy pana Sowy pojawili się także i w naszym rejonie, proponując niektóre smakołyki z przebogatej oferty bydgoskiego mistrza. Małe cukiernie z charakterystycznym sowim logo odkryłem między innymi przy Węglarskiej i Grunwaldzkiej w Gdańsku. W Trójmieście jest też kilka cukierni i kawiarni, które podają ciasta z Bydgoszczy pod własnym szyldem.
Spośród licznego wachlarza słodkich propozycji pana Sowy na szczególną uwagę zasługuje torcik truflowy (zwarty smakołyk z białej czekolady i karmelizowanych włoskich orzechów) oraz torcik pralinkowy (w odróżnieniu od truflowego przygotowany na bazie czekolady mlecznej i deserowej). Wyróżnić też należy prostokątny puszysty torcik Luwr (biały i ciemny mus czekoladowy na cienkiej warstwie biszkoptu) oraz makowe Opium.
Praliny pana Sowy to całkiem odrębna historia. Westchnijmy w uniesieniu, bowiem w erze korporacyjnej czekolady robione ręcznie pralinki to prawdziwy rarytas. Najbardziej zaskakująca jest pralinka fiołkowa na bazie whisky i czekolady z maleńkim niebieskim fiołkiem w charakterze dekoracji. Pralinki pana Sowy kryją akcenty wielu znamienitych likierów i destylatów: irlandzkiego kawowo-śmietanowego Bailey, francuskiego pomarańczowo-ziołowego Grand Marnier, szkockiej whisky. Wielka szkoda, że można je kupić wyłącznie w kilku wyznaczonych cukierniach w Bydgoszczy. Smakosze znad morza liczą wszak, że pan Sowa usłyszy ich troski i wyśle im nad Bałtyk choć kilka smaków.
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
