Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Sztandarową atrakcją Wdzydz Kiszewskich jest założony przez Izydora Gulgowskiego skansen kaszubskiej i kociewskiej architektury. Postanowiliśmy się doń wybrać skuszeni debatą w gdańskiej Trójce, nadawaną właśnie na żywo prosto z wdzydzkiego skansenu, z której jasno wynikało, że nie ma bardziej interesującego miejsca na ziemi nad wdzydzki skansen. Gdy dojechaliśmy na miejsce, ekipa telewizyjna zdążyła już zwinąć sprzęt, ale skansen przecież pozostał. Kupiliśmy więc bilety i podążyliśmy w głąb, aby zachwycać się kolorytem dawnej wsi pomorskiej.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od dyskusji nad zasadnością tak wysokich cen za wstęp do skansenu połączonym z podstępnym wyłudzaniem od kierowców 4 zł za możliwość zaparkowania pojazdu. Do Wdzydz można dojechać w zasadzie wyłącznie samochodem, w całej wsi obowiązuje zakaz zatrzymywania się, a jedyny rozsądny parking znajduje się koło restauracji znajdującej się naprzeciwko. Tam jednak należy zapłacić owe 4 zł od auta. Właściciel knajpy prowadzi tam niezły interes parkingowy i nie dyskryminuje nikogo - kasuje bowiem nie tylko od gości skansenu, ale także od tych, którzy zamierzają zjeść coś w jego knajpie.
Kierując się zasadą wzajemności i złośliwości, postanowiliśmy nic w tej knajpie nie jeść, zwłaszcza że w skansenie pojawiła się karczma "Wygoda" starająca się nawiązać do smaków starych Kaszub - chleb ze smalcem, ziemniaczane placki, kluski, kapusta, wędzone ryby i kiełbasy. Zjedliśmy tam golce (ziemniaczane kluski) z kapustą, całkiem niezłe, oraz pieczony na miejscu chleb z suszoną kiełbasą i był to też trafiony wybór.

Z ciekawością odnotowaliśmy, że mimo iż karczma stoi cała w drewnie, można w niej palić, za to nie można palić przed nią, ani na klepisku, ani na ziemi pod ażurowymi parasolkami. Wiąże się to być może z dość nietuzinkową polityką obecnej dyrekcji skansenu, która ogłosiła skansen obszarem wolnym od ognia, więc także od papierosów. Ma to jak najbardziej swoje uzasadnienie na terenie, gdzie stoją chaty, ale nie ma najmniejszego przed karczmą, gdzie chaty nie stoją.
Skansen ma też jeszcze jedną osobliwość - nie można robić zdjęć wnętrzom chat, a do wnętrz można zaglądać wyłącznie z sieni (korytarza), przez drzwi, na których wiszą grube liny blokujące ewentualne postąpienie dalej. Naliczyliśmy ledwo kilka chat, do których można było w ogóle wejść - na pozostałych wisiały pordzewiałe kłódki. Przed każdą z tych otwartych chat opalała się na ławeczce Tajna Strażniczka Wnętrza Chaty, której jedyną rozrywką były żywe interwencje w każdym przypadku wyjęcia przez turystę aparatu. Swoje zadanie wykonywała tak gorliwie, że postanowiliśmy opuścić obszar skansenu. Zgodziliśmy się, że ceny wstępu mogłyby być jeszcze wyższe, gdyby nagle otwarto wszystkie chaty, bo koniecznie należałoby obsadzić je większą liczbą strażniczek.
Szybko więc oddaliliśmy się z gościnnej ziemi kaszubskiej. Obawialiśmy się, że sprzed chaty mogą paść strzały, bo jednak pstryknąłem tam zdjęcie. Strażniczce.
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
