Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Tęskno nam nieraz do owego kosmopolitycznego tygla kulturowego, jakim była wielka i silna I Rzeczypospolita, do której tłumnie zjeżdżali wygnani z Europy tamtych czasów myśliciele i artyści. W Rzeczypospolitej naszych czasów, określanej niekiedy, acz całkiem bezzasadnie, czwartą, nie ma już rubasznych sarmatów ani Żydów Jankielów. W modzie są teraz odtajniane rozmowy z dyktafonów, które pojawiają się w mediach częściej niż hity Dody, równie zresztą posępne. Dlatego bardzo chętnie wybrałem się do przywracanej do życia XVIII wiecznej posiadłości Heidensteinów w Sulęczynie, która dziś nazywa się Leśny Dwór.

Sulęczyno, wieś leżąca na trasie z Gdańska do Bytowa, była posiadłością szlacheckiego rodu do połowy XVIII wieku. Po Heidensteinach pozostał w Sulęczynie malowniczy dworek i stary park. Dziś mieści się tam centrum hotelowo-konferencyjne, a jego położenie nad samym jeziorem sprawia, że miejsce wydaje się idealne nie tylko na przystanek w podróży nad morze, ale i na krótkie wakacje. Jest tu bowiem przystań jachtowa, można pojeździć konno i pograć w tenisa, powietrze tu przednie, ba, sama wieś leży przecież w sercu Szwajcarii Kaszubskiej. Może też być gratką dla miłośników jazzu, zwłaszcza w lipcu, gdy organizowane są tu jazzowe koncerty.
Wnętrze restauracji, którą ulokowano w bezpośrednim sąsiedztwie starego dworku, niestety dalekie jest od dworskiego, ale przyznać należy, ze jest czyste i schludne. Na szczęście jest tam też taras, z którego widać dworski podwórzec.

Skoro jemy na bogatej w jeziora i lasy kaszubszczyźnie, wybór z menu Leśnego Dworu najlepiej od razu zawęzić do dań z ryb i dziczyzny, zaś sekcję wieprzową pominąć, choćby dlatego, że niezdrowo denerwować żołądek nieśmiertelnymi pozycjami miłośników kulinarnego geniuszu PRL, czyli schabowymi w różnych wydaniach, w tym z ananasem i serem.
W karcie występuje smażony węgorz, sandacz w winie oraz lin w śmietanie (24-28 zł). Na talerzu nie będzie dworsko, wszak duch szlachecki nie zagościł jeszcze na dobre w restauracji, ale za to ryba pojawi się na nim świeża i dobrze przygotowana. Można się też skusić na pieczeń z dzika lub sarninę (30-40 zł) albo na pierogi (10 zł), które, zgodnie z zapowiedzią obsługi, smakują faktycznie nieźle. Trochę szkoda, że garni jest w zasadzie takie samo do każdego dania. W jego skład wchodzą gotowane na parze warzywa, duszona kapusta i wielowarzywna sałatka.
Leśny Dwór to miejsce bez wątpienia atrakcyjne, z bogatą historią i niemałym potencjałem. Dobrze, że zdecydowano się na przywrócenie go do życia, a jeszcze lepiej, że w tym przywracaniu postawiono na turystykę i kuchnię. Gdzieś jednak ów wąsiasty sarmata ustępuje pola wąsiastym postaciom historii najnowszej. Tymczasem chciałoby się, żeby powrócił w te pielesze duch tu oczekiwany i historycznie właściwy. A tenże, cóż, z pewnością nie tknąłby panierowanych schabików z frytkami. Kazałby sobie podać kasze i mięsiwa z ogniska! I węgrzyna mu stawiać!
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
