Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety
Gdy kilka lat temu w Gdyni przy Świętojańskiej otwierało się bistro Petit Paris, zastanawialiśmy się, jak zjadaczom bałtyckiego dorsza będą smakowały steki z tuńczyka i mule. Dziś już wiemy, że kuchnia Petit Paris zjednała sobie grono sympatyków na tyle spore, że nie dość, że musiała przenieść się w bardziej przestronne wnętrza, to jeszcze jej siostrzana inkarnacja pojawiła się w Sopocie.
Petit Paris to lokal należący do jednego z najbardziej znanych kucharzy Trójmiasta, francuskiego mistrza kuchni Philippe Abrahama, który jeszcze kilka lat temu szefował kuchni w Dworze Oliwskim oraz pojawiał się w gdańskiej telewizji, gdzie prowadził kącik kulinarny. Sentyment każe nam skreślić kilka słów o głównej siedzibie Petit Paris, czyli restauracji w Gdyni. Dziś mieści się ona w parterowej części biurowca przy ul. Śląskiej, dokąd została przeniesiona z bardziej kameralnej lokalizacji przy Świętojańskiej. Wnętrze nowej restauracji jest przestronne, jasne i eleganckie, ale przy tym miłe, dlatego nie przytłacza ani nie onieśmiela.

Kuchnia Petit Paris ze Śląskiej to mieszanka francuskiej elegancji z akcentami kuchni z różnych zakątków świata. Jednym z najbardziej francuskich, a zarazem najprostszych dań z menu Petit Paris jest antrykot z frytkami. Postanowiłem je zamówić, bo chyba najbardziej przypominało mi niedawne wakacje we Francji. Jednak przed zamówieniem dokładnie wypytałem obsługę, co to za wołowina i czy aby na pewno antrykot nie wyjdzie twardy i gumiasty. Polska wołowina wszak nieszczególnie nadaje się do smażenia i grillowania. Zapewniono mnie, że moje obawy są niepotrzebne. Faktycznie, okazało się, że zjadłem nie tylko bardzo dobry antrykot, ale także rzadko spotykane w rodzimych restauracjach grubo krojone frytki robione na miejscu i doskonały, a nawet wprost genialny, sos Bearnaise.

Innym mocno francuskim akcentem w Petit Paris jest nadziewany łososiem i szpinakiem quiche z dodatkiem sosu chrzanowego. Z zup warto polecić krem z raków albo kalafiorową z kasztanami. Jeśli zaś mamy ochotę na kulinarną przygodę, trzeba zamówić potrawkę z cielęcych nerek na koniaku.

Wizytę w Petit Paris niezwieńczoną deserem należy uznać za nieważną. Możemy zamówić tartę jabłkową z sosem karmelowym albo creme brulee, ale i tak najbardziej w pamięć zapada ciastko moelleux, które jest jednym z najlepszych deserów, jakie kiedykolwiek jadłem. To sympatyczne ciastko okazuje się mocno czekoladową podawaną na gorąco babeczką o półpłynnym i bardzo aromatycznym wnętrzu. Całość podaje się z sosem ze świeżych malin i gałką waniliowych lodów. Smakuje to genialnie.
Trochę żal, że w karcie nie ma już tego soczystego steku z tuńczyka na szpinaku z malinowym sosem, który z rozrzewnieniem wspominam ze starej lokalizacji na Świętojańskiej. Niemniej do Petit Paris zaglądać warto, wszak ciastko moelleux podają tu nadal, a karta jest na tyle obszerna, że każdy z pewnością znajdzie sobie jakiś smakołyk.
Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować
